Wyprawa do Kampinosu i powrót przez Gniezno i Poznań. 2021.
Pobierz link
Facebook
X
Pinterest
E-mail
Inne aplikacje
Witam wszystkich czytających bloga i pozdrawiam w 2021 postanowiłem pojechać do Kampinosu a właściwie objechać go....asfaltami. Dzień 1 Zielona Góra- Bogusławice 217km 21 czerwca 2021 .
Wstałem już o 5 rano, aby na
spokojnie się poszykować, choć większość rzeczy spakowałem dzień
wcześniej, pogoda za oknem rewelacja, wiatr? niby będzie lekko pod
wiatr, pożegnałem sie z mamą i o 5.57 wystartowałem. Przez miasto to szybko przejechałem no i tu
już mi coś zaczęło skrzypieć w rowerku, myślałem że to pedała no i
jechałem dalej a było to wkurzające, za miastem wjechałem na trasę do
Niedoradza obok drogi S.3, tamta zapełniona a moja droga pusta, jakoś
leniwie mi się jechało, ale ja tak mam do 50go kilometra ciężko mi się
jezdzie a pózniej już git, no chyba że mocno wieje w facjatę Opuściłem Niedoradz i dojechałem do
Otynia, tu pauza pod sklepem z kilka minut i ruszyłem dalij, przed
Kościołem skręciłem w lewo w boczną uliczkę i kierowałem się w stronę
ścieżki Kolej na rower, nie jechałem ani na Bobrowniki bo tam trochę dziur i troszkę dalej i ani na Modrzycę,
choć na tą drugą mogłem, ale ,ale, tu było bliżej, no i po 2km byłem już
na ścieżce i dokulałem się do byłego mostu kolejowego który jeszcze 2
lata temu patrząc od daty 2021 był w ruinie a teraz? łapcie fotę.
Nówka funkiel, można śmigać, aż chce się po nim jechać, tylko zima niebezpiecznie po nim jechać bo jest szron lub śnieg. Minąłem most, podziwiając wolno płynącą Odrę i znów był
asfalcik i tak sobie jechałem do wsi Lubięcin w spokoju i ciszy, wiatr
nawet nie przeszkadzał, tylko gpsa mi nie łapało od mostu do Lubięcina
bo…..zapomniałem włączyć, ech cuda techniki, dojechałem do Lubięcina i
tu opuściłem ścieżkę i wszedłem po takich schódkach i pojechałem wsią do
takiej krzyżówki gdzie była droga na Nową Sól, Konotop i Radzyń, to ja
na Radzyń, ale zanim tam ruszyłem to pauza nad jeziorkiem przy drodze,
odnowiono tu i jest git, był mały amfiteatr no i taki tarasik jak na
fotce, miejsce odnowione tylko miejscowi śmiecą tu, masakra.
Tutaj posiedziałem z pół godzinki i ruszyłem dalej, cały czas
mi pykało w rowerze jak mocniej cisłem, trudno już się nie wycofam,
teraz jechałem w kierunku Tarnowa Jeziernego, gdzie też jest jezioro,
ale tylko widziałem je z…..drogi, bo nie stawałem, więc minąłem
miejscowość, był tu remont drogi i była tak zwana tarka, że ja tu kapcia
nie złapałem? co do kapci to o tym pózniej. Lubię tą miejscowość i to jest typowo letniskowa miejscowość i szczerze polecam. Dojechałem do Radzynia, gdzie jest
Lubuskie morze, czyli Jezioro Sławskie z lewej strony drogi, a jezioro
ciągnie się aż 11km!tam
też nie zajeżdżałem tylko jechałem na Sławę i następnie w Sławie
odbiłem na obwodnice tak zwaną by jechać na Stare Strącze a tu droga
fatalna, dziury, muldy, masakra. Wyjechałem z tej miejscowości i jadę sobie, minąłem stary wiadukt
kolejowy i za nim coś mi się miękko jedzie, patrze….kapeć, niech to
szlag, no to zmieniam a tu pełno komarów i muszek, chyba pobiłem rekord w
zmianie dętki ha ha, mogłem ruszyć dalej na wieś Wygnańcze i Tylewice,
nigdzie nie stawałem, tu mi się cięzko jechało bo zaczęło dmuchać bo i
pola były, nawet szosowym rowerem jak tu jeżdże to mam wkurw niezły,
teraz jechałem z bagażami, ale doczłapałem się do Wschowy. Tu pauza przy sklepie i zakupy, mogłem sie schłodzić w sklepie bo na
dworze był upał, po zakupach pojechałem do parku, niedaleko od sklepu
by odpocząć i coś zjeść a pilnował mnie jakiś gościu.Trochę
za dużo nakupiłem jedzenia i musiałem wyjeść co nieco, akurat nie
chciało mi się tak duzo jeść, no ale jak mus to mus, tu w cieniu też
trochu posiedziałem a tak mi sie nie chciało ruszyć, bo fajnie być
wysoko i za nic nie odpowiadać ha ha, wreszcie ryuszyłem zwłoki i
zrobiłem fotę na tle Wschowskiego Ratusza, fajna budowlaSuper
budynek, chciałem się polać wodą ze studni, ale woda nie leciała,
pojechałem więc dalej, teraz kierunek Leszno, za miastem było kawałek
ścieżki rowerowej, ale z polbrukuA
za miastem droga monotonna bo pola, chwile lasu i tak dojechałem na
przedmieścia Leszna i przed Strzyżewicami trochę się zamotałem, bo szła
ścieżka , nawet tunel był i się skończyła ta ścieżka i musiałem wjechac
na ulice, a tu mi ciule trąbiliNa
szczęście długo to nie trwało i dojechałem do Strzyżewic i po chwili
do Leszna a tu remont na całej długości drogi, popatrzyłem na mapę i
patrze że można przejechać takim osiedlem i ominąć remont no i udało
się, jechałem przez tereny działkowe omijając ruchliwe centrum, gdzie
już byłem ale rowerem szosowym, a tu miła niespodzianka bo do przejazdu była asfsltowa ścieżka. Jak
już ciuchcia przejechała to kawałek dalej znów stanąłem by zobaczyć jak
pojechać dalej no i już wiedziałem jak i pojechałem w kierunku stadionu
żuźlowegoNa szczęscie daleko nie było od przejazdu i szybko dojechałem Długo tu nie zabalowałem, gdyż też tu już byłem, pojechałem wjęc dalej i wyjechałem przy głównej drodzePostanowiłem
zajechać do markietu kupić jakieś picie bo grzało jak diabli, po
wyjściu ze sklepu aż musiałem się wodą oblać, po przerwie ruszyłem dalej
w kierunku na Rydzyne i to super asfaltową ścieżką, cud miódFajno się jechało nią i po kilku chwilach dojechałem do Rydzyny, tu kilka fotek, między innymi w centrumpodjechałem
jeszcze zobaczyć niby pałacyk, ale nic ciekawego więc, pojechałem dalej
i teraz kierunek na Poniec, nigdzie nie stawałem, centrum Pońca
ominąłem, we wsi Karzec nawet scieżka była A
za wioska krajobraz Wielkopolski, pola i pola, minałem nawet wieś
Ketchupową czyli Pudliszki ha ha, tu nie stawałem, dopiero stanąłem w
Krobii, najpierw zajechałem pod sklep, zrobić zapasy i polać się woda,
no i gdy wyszedłem to niespodzianka………………………….kapeć nr 2! Dobrze że
miałem 5 zapasówek, w sumie nie pomyślałem w Lesznie mogłem kupić oponę a
tak mam za swoje.To
była szybka robota, dłużej rzeczy wykładałem i wkładałem niż sama
wymiana dętki, a gorąco było że szok, miałem też dziadków obserwatorów
ha ha, po zmianie chwilę posiedziałem i ruszyłem dalej jak na
szpilkach, na szczęscie już bez awarii i tak dojechałem do Pępowa i tu
pauza na fotkę, nie jechałem tam dalej tylko tu na prawo przez placyk i na drogę wyjechałem.Po przerwie jechałem dalej na Kobylin, tu nie stawałem, dopiero stanąłem w Kuklinowie na Cpnie, poszedłem się przemyć wodą, chciałem nalać wody, kran jednak był ciulowy.Na
fotce widać że mocno się chmurzyło i burza mnie goniła a w Zielonej
Górze lało w tym czasie, miałem fart.
W
razie ulewy to miałbym gdzie się schować ,po przerwie ruszyłem dalej
żeby nie kusić losu, tu dzwonił do mnie Roman z Kalisza, wyborny
Obieżyświat rowerowy, ja przy nim to malutki, mówił że ma dla mnie
nocleg koło Kalisza, no to oczywiście zgodziłem się, w pierwszej
kolejności miałem jechać na Ostrów i Kalisz a tak to jadę na Pleszew no i
git. Do Lutogniewa pola i pola nic ciekawego, no i tak dotarłem do
Krotoszyna przy bocznym wietrze z prwej strony, miasto nawet ładne i
centrum fajne przypominające Czeskie miastaW
centrum szukałem sklepu rowerowego, bo wedlug mapy.cz był no i tak 2
razy objechałem i dupa, pusto, bo myslałem ze tu kupie oponę, no trudno,
zawiedziony jak kot nie jedzący Whiskasa pojechałem dalej, to tu to tam
i powoli opuszczałem miasto, dojechałem do przejazdu no i akurat
zamykali, co ja sie tu nastałem łola BogaChyba
z pół godziny stałem a korek był niezły, jak otworzyli, to auta jechały
i jechały, opuściłem miasto a tu niespodzianka bo wiało w plecy, i co
na plus zdarzały się asfaltowe ścieżkiNigdzie
nie stawałem, po drodze asfalt niezbyt ciekawy, no i te przerwy między
wioskami, masakra a jakby mi tu było pod wiatr? dopiero stanąłem w
Dobrzycy przy takim stawie, tu pauza tylko na fotęW Kowalewie na chwile stanąłem bo nie wiedziałem któredy jechac, były jakieś tory,ale od czego mam Mapy.cz? Sprawdziłem i git. No i do Pleszewa
dojechałem elegancko, bez zmęczenia, bo tylko 9km byłoPózniej
zauważyłem że od Dobrzycy do Pleszewa nie łapało mi gpsa znów, trudno
,przeżyje ha ha, a co do burzy, to poszło na Ostrów Wlkp i dobrze,
dojechałem do miasta i tu sobie myśle któredy jechac, pojechałem prosto,
pózniej się cofnąłem i zrobiłem fotę.Pojechałem
tam prosto, chwilę pojezdziłem po mieście i następnie wbiłem się w
drogę nr 12, ale nie jechałem drogą, tylko po ścieżce, najpierw z prawej
strony drogi a pózniej z lewejNo
i tak po kilku km dojechałem do wioski Brzezie i tu już spokojną drogą
,ale niezbyt równą dojechałem do Pleszówka tu asfalt juz git i pózniej
już jechałem na Bogusławice, w Bogusławiu pytałem gdzie daczę ma Roman,
ale nie wiedzieli to pojechałem do Bogusławic i tam podjeżdżam i była
znajoma Romana, no i trafiłem, jeszcze Romek dzwonił, coś tam rozmawiał z
tą znajomą żeby mi otworzyła drzwi na daczy no i wreszcie koniec rajzy
na dziś było, a zrobiłem 217km.Rozpakowałem
się, uszykowałem sobie jedzenia i mogłem odpocząc, można było
posiedzieć od wejścia i z tyłu na takim parterowym tarasie. A
cisza tu jaka była, czasem było tylko słychać psy i ludzi z pobliskich
domostw a tak to git. A gdzie leżą Bogusławice?
o tu. Po około godzinie przyjechał Roman z żoną, sympatyczny gość naprawdę, i
żona także a nawiózł jedzenia, nie spodziewał się ja tego. Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam was z
tego miejsca, pogadali my z 2 godz, aha były też duuuuży psiak, ale nie
grozny, czarny, i chciał żeby go głaskać a z Romkiem gadaliśmy o
tematach rowerowych i żebym odwiedził Gołuchów. Jednak to
jutro, teraz się relaksowałem, na bank jeszcze tu wrócę, po odjezdzie
Romana, poleżałem sobie, a potem posiedziałem z tyłu na leżaku, życ nie
umierać i tak zleciało do póznego wieczora i była kolacja Fajnie
świerszcze grały obok na polu, tak zleciał wieczór i mogłem się legnąć,
tylko że było gorąco i postanowiłem……rozbić namiot na tarasie i było
przyjemnie, komary latały,ale jak zamknałem namiot to juz nie, to był w
miarę fajny dzień….. bo 2 kapcie były. 2 dzien-
Bogusławice- Kalisz- Bogusławice 64km Wstałem około 6tej, chyba z
przyzwyczajenia, fajnie się spało no ale trza było zwinąć namiocik, a
potem śniadanko
aha pogoda cacy, świeciło słonko,wiatr był słaby a ruszylem o 8.56 jechałem bez bagaży, bo jeszcze tu wracam. Przed Turskiem był jakiś stawik, ale zarośniętyPo przerwie jadę dalej i dojechałem do Turska, ruch aut znikomy był tu.I
tu też pustawo, mimo że była 9 godzina, szukałem wjazdu na szlak do
Gołuchowa i po chwili znalazłem ścieżkę z polbruku, jechało się dobrzePo
około 2,5km byłem już w pięknym parku z resztą sami zobaczcie i fajny
zameczek też był no i ta cisza, zero turystów, był tylko jakiś pan
gospodarczy, chyba trawę kosił.Naprawdę
super miejsce, w parku jechałem też po ziemi i się bałem że kapcia
złapie, jednak o dziwo było ok, po zwiedzaniu ruszyłem w kierunku
Kalisza, stając po drodze obok jeziora Gołuchowskiego a woda w nim
brudna, a dalej tam po lewej była plaża.Słoneczko
ładnie przypiekało, te jezioro było za ulicą Jana Pawła 2, więc już za
parkiem, po krótkim postoju ruszyłem dalej i znów wróciłem na wyżej
wymienioną ulicę i tu wbiłem się na można powiedzieć ścieżkęJechałem
nią może 2 lub 3km i postanowiłem jechać bocznymi drogami i skręciłem
na Popówek i Dojutrów a tu było nawet kilka hopków i widoki fajne i
rzeczka płynęła czyli Prosna, dalej jechałem bez przerw.Minałem Piotrów i Pawłówek i byłem w Kaliszu, na przedmieściach właściwiePojechałem do centrum pozwiedzać, nawet bardzo ładnego podobnie jak w Słupsku tu byłoPo
zwiedzaniu postanowiłem rozejrzeć się za rowerowym a byłem na
Pułaskiego, żeby mi sprawdzili co mam z tym trzeszczeniem, też myśleli
że to pedało. Pytałem też o oponę ale nie mieli takiej, to pojechałem
dalej do innego rowerowego na ul Legionów, tam były takie ceny że
zrobiłem tył wzrot dziewczyna mówiła żebym podjechał do Decathlona zanim
tam pojechałem to pojechałem na zakupy do Biedry która była niedaleko,
po zakupach ,kierunek DecathlonJedna
ze ścieżek przypominała tą ze Szczawna Zdrój, tylko że tam było widać
zamek Książ, po poszukiwaniach znalazłem Decathlona, zakupiłem opone,
choć miałem dylemat którą oponę wybrać, zabrałem się za montowanie,
chmurzyło się coraz bardziej i to nie było dobre bo chciałem jeszcze
pozwiedzać, a tu miało lać bo patrzyłem na radar deszczowy i burza szła.Szybko
zwinąłem manatki i ruszyłem bo zaczynało kropić, kierunek do centrum,
najpierw się schowałem koło rzeczki pod……………….drzewem, wiem głupi ruch,
ale burzy jeszcze nie było, tylko zaczęło lać i było tu niewygodnieA
stałem tu gdzie te barierki na fotkach, długo tu jednak nie postałem,
bo i niewygodnie i chłodno,pojechałem dalej zahaczając o………….sklep
jeszcze na Al. Woj Polskiego ….a jak ha ha a pózniej postanowiłem
poszukać innego miejsca pod dachem, cięzko szukać w pośpiechu gdy leje,
więc schowałem się w niezbyt ciekawym miejscu, wjazd do kamienicyTrochę
tu byłem prawie 2 godz, bo lało i nie chciało przestać, a zmarzłem tu
trochę, po takim czekaniu, gdy trochę mniej lało postanowiłem ruszyć
dalej, choć nigdzie mi się nie spieszyło, no ale ile można kwitnąć, więc
ruszyłem przy lżej padającym deszczu, powoli opuszczając miasto Dobrze
że miałem błotniki, no i ścieżka fajna była,tu na fotce już nie padało,
przez Zlotą i Bażancią , wszędzie kałuże wody, opuściłem miasto, teraz
jechałem na Warszówkę i Pruszków, no ciekawe nazwy, po kilku minutach
tam byłemDopiero
stanąłem w Zagórzynie przy sklepie bo coś zaczęło znów padać schowałem
się pod parasolami i sobie myślę…. o nie, deszcz nie wkurw… mnie na szczęscie długo nie padało i można było jechać, był jakiś remont drogi. Pytam się czy mozna rowerem a robotnik…. da mużete, no to rura i
dojechałem do odcinka gdzie jechałem do Kalisza czyli do wioski Dojutrów
i Popówek. Jednak tu nie pojechałem prosto a w prawo, a za mną mruczały
burze i mnie goniły skubane te burze, dojechałem do Macewa i tu pauza bo
nie wiedziałem jak jechac, skręciłem na Jedlec i tu znów pauza przy
sklepie, kupiłem coś na kolacje i lokalną prasę do czytania i była fajna
ławkaOryginalna
ławka, grzmiało więc ruszyłem szybko i dojechałem migiem do Turska, tu
mi sie troche droga porypała, ale wróciłem w to miejsce gdzie miałem
jechać i już był git, dalsza droga jak rano zyli na Bogusławice i dacza,
teraz mogłem odpocząć. A gdy juz byłem pod dachem to lunęło, ale miałem
farta uff, zrobiłem sobie kawki i mogłem się przemyć i coś zjeść z
przodu na werandzie przy radiu a pózniej z tyłu a tu kilka fot z ogrodu i pola obokSuper
miejscówka, dziś też Romek będzie, za nim on przyjechaał to trochę
relaksu było z tyłu też posiedziałem i jak widać po deszczu zero śladu.Tak
zleciało i Roman przyjechał, coś tam jeszcze przywiózł, nawet piwo, i
to nie jedno ,to jest gość, szacun! Pogadali my jak wczoraj, opowiadał np jak był w Anglii do której dotarł
rowerem oczywiście jako kurier pocztowy i promował Kalisz, fajno się
rozmawiało i warto słuchać takich ludzi, oczywiście pies też był ,
zleciała nam rozmowa szybko i Romek z żoną pojechali, mówiłem że jeszcze
tu wrócę, bo warto. Znów zostałem sam to wziąlem
leżak i się opalałem bo słonko ładnie przygrzewało.Pózniej
naszło trochę chmur i dupa blada, koniec opalania, i było więcej
czytania, no i tak zleciało do wieczora póznego bo do 23 posiedziałem na
dworze z kawą i przy radiui
pózniej zadecydowałem że tym razem śpie w środku, bo mogło znów lać,
więc nie ryzykowałem mokrym namiotem. A zasnąłem w ciszy, normalnie
raj, żadnych wentylatorów i aut. Dzień 3 Bogusławice- Łódz
177km. Wstałem koło 5mej rano,
dość szybko, ale to dlatego żeby mieć więcej czasu na jazdę, wypiłem
kawę, zjadłem coś, zwinąłem manatki i byłem gotowy do odjazdu, aha
pogoda ok tu była, bo słonko się przebijało i było dość ciepło,
posprzątałem ładnie i jeszcze fotka pożegnalna była. Żal było opuszczać to ciche miejsce, ale mus to mus, kierowałem się na Bogusław, zapomniałem o tym pykaniu i trzeszczeniu w rowerze a jak tylko wjechałem do Bogusławia to zaczęło trzeszczeć.i
tym razem nie na Tursko a na Blizanówek, miałem mapy.cz i odkryłem
fajne skróty przez wioski, choć z Jankowa Trzeciego na Piątek Mały
mogłem pojechać prostoTrudno, nie zgubiłem się, im dalej jechałem na wschód tym bardziej mgliściej jakoś,
jakby jesień nastała, masakra, ominąłem Stawiszyn bo nie po drodze,
podobały mi się te skróty a znalazłem je przybliżajac mapę w telefonie a
przerwe dopiero zrobiłem we wsi Nowa Plewnia a właściwie za, na takim
przystanku. Napiłem się zjadłem cos, podobało mi się tu, asfalt rowny,
aut zero i cisza, no może poza ujadającym psem co jakis czas i
postanowiłem jechać na krótko teżPosiedziałem tu troszkę i ruszyłem dalej, na wieś Pyczek i Madalinpózniej zatrzymałem się koło Annopola i tu fota Droga
spoko, dużo pól mało lasów, dopiero za Będziechowem było trochę lasów,
no prawie jak w Lubuskiem ha ha, cud, minąłem Żdżary, cóż za nazwa
śmieszna, teraz jechałem na Gozdów i Głuchów i tu już była główna droga
nr 471 i po jakimś czasie byłem koło Głuchowa a tu fajna ścieżka była i
tu postanowiłem na chwilę stanąćSzkoda że nie była dłuższa ta ścieżka i trochę kilometrażu już ujechałemByłem blisko zbiornika Jeziorsko i do księdzaAle
nie po drodze mi było do księdza a do miejscowości dojechałem ha ha,
od Głuchowa do zbiornika droga równa i zaczęło coś mżyć, chyba ta mgła
opadała i tak dojechałem do tego zbiornika i byłem już w Województwie
ŁódzkimA niżej kilka fot, niestety zamglonego akwenu. Jesień tu czy co??Słabo
było widać więc długo tu nie zabalowałem i pojechałem dalej, robotnicy
też tu coś robili, dojechałem do wsi Siedlątków i tu pauza na
przystanku, posiedziałem tu z 20 parę minut w ciszyO
tu na fotce, a brudno było na tym przystanku, mżyło jeszcze troszkę,
ale nie tak żeby nie dało się jechać wieć ruszyłem w kierunku
Niemysłowa, a po drodze znów było trochę lasu, skończyły się
Wielkopolskie pola, w Niemysłowie, chwilę się zamotałem i zle pojechałem
,ale po chwili już było oki i było tu duuuuuże rondoA z Niemysłowa do Porczyna pojechałem skrótem po szutrzeCalkiem fajno się jechało, wśród lasów i ciszy i to był dobry pomysł bo nie musiałem robić koła przez miejscowość KrępaZ
Porczyn pojechałem na rozwidleniu w prawo i po około 2km skręciłem w
lewo w boczną drogę, opuszczając główną drogę, no podoba mi się te
Łódzkie, dużo lasów, kawałek dalej przystanąłem na papierzakaPo
przymusowej przerwie na posiedzenie ruszyłem dalej o tam w prawo na
fotce widać, było jeszcze trochę lasów i dojechałem do Bądrzychowa,
przejechałem przejazd kolejowy, teren malowniczy, chyba jeszcze wróce w
Łódzkie, naprawdę jest tu super, minąłem miejscowość i po chwili rzekę
Ner, całkiem spora rzeka i po jakimś czasie znów pauza na przystanku bo
jeść mi się zachciało, pogoda po woli się poprawiała, mgła zeszłą, teren
dalej pikny, łąki, pola, trochę lasów, następny postój był koło wsi
Góra Bałdrzychowska na przystankuA
stanałem tu bo zgłodniałem i wciągnąłem 5 bułek, po przerwie jadę
dalej, fajnym zjazdem, dojechałem do Góry Bałdrzychowskiej, tu asfalt
taki sobie, minąłem wioskęA w miejscowości…………………Kałów był fajny kościół i tu na chwilę stanąłem pod sklepie ,jednak nie po to by oddać kała a kupić wodę.Po
zakupach jadę dalej, asfalt dalej taki sobie, tu też dużo pól i nawet
krowy były, z Kałowa mogłem pojechać inaczej bo mogłem skręcić na Wilków
i Jeziorko a tak pojechałem prostoW
domu patrzyłem na street view że tu było więcej lasó i teren osłoniety,
no cóż, innym razem tak pojadę. Do Łodzi coraz bliżej, jednak nie
jechałem od razu tam tylko w stronę Tuszyna do którego jeszcze kawał
drogi, no i znajoma z Facebooka tam pracowała i były fajne stawy.
Wymęczył mnie ten asfalt przez te wioski, dobrze że się wypogadzało to
był plus, w niektórych wioskach naprawdę bieda piszczała, szkoda tych
ludzi, mijałem wioski Wilczyca Zdrzychów i Oleśnica, faktycznie lekkie
koło zrobiłem patrząc na mapę no ale wtedy się nie zastanawiałem,
dojechałem do wsi Madaje Stare i tu dopiero patrzyłem na mapę czy nie ma
skrótów no i był , trochę piaszczysty i była tarka od aut https://www.google.pl/maps/@51.8313772,19.1579391,3a,75y,266.61h,82.19t/data=!3m7!1e1!3m5!1s7hIVlAcHeuHopN7wPY-VLA!2e0!6shttps:%2F%2Fstreetviewpixels-pa.googleapis.com%2Fv1%2Fthumbnail%3Fpanoid%3D7hIVlAcHeuHopN7wPY-VLA%26cb_client%3Dmaps_sv.tactile.gps%26w%3D203%26h%3D100%26yaw%3D218.07693%26pitch%3D0%26thumbfov%3D100!7i13312!8i6656Tam
dalej jezdziły jakieś ciężarówki i było trochę kurzu i cud że kapcia tu
nie złapałem, tu też nie spojrzałem na mapę by skrócić drogę, natura
była tu fajna.Kierowałem
się pózniej na Lutomiersk, który i tak ominąłem, dojechałem do Bełdowa
jak na szpilkach i tu asfalt, ale marny i były jakieś stawy Tu chwila oddechu po tych piachach i spojrzenie gdzie jechać, jechałem na Stanisławów i Kazimierz i tu już asfalty super były
Super się jechało i tu też było sporo lasówi ruch aut trochę
większy niestety,minałem tablice informacyjną i
tak sobie jadę tylko że wiało trochę, ale dojechałem do Kazimierza i
mój tato miał na imie Kazimierz i dojechałem tu w dniu Ojca akuratTu
mała pauza i spojrzenie na mapę i teraz na Lutomiersk a że daleko nie
było to szybko dojechałem, tylko nie do miasta a obok bo ominałem
miasto, też koło jakiegoś stawu,
pojechałem tam do końca i zawróciłem bo były jakieś piachy i dojazd do jakiejś posesji a z prawej były działki,
więc tył wzrot i do ulicy się cofnąłem. Wyjechałem na główną i teraz kierunek Pabianice, jechałem fajnymi
równymi asfaltami wsród lasów, Łódzkie mnie pozytywnie zaskoczyło co do
lasów.
I
tak dojechałem sobie do wsi Szynkielew i tu szła autostrada S14 i tu
zamiast jechać prosto to pojechałem boczną drogą i też wyjechałem w
Pabianicach, choć dużo wcześniej mogłem skręcić do miasta bo we wiosce
Porszewice na Konin i Piątkowisko. A wracając do miasta to tu nie chce nikogo obrażać, ale
miasto było brzydkie i dołujące, aż nie chce sobie wyobrażać jak tu jest
gdy leje lub zimą jak jest ponuro, brr, a w mieście drogi nierówne,
choć nie wszedzie, pokręciłem się tu trochę szukając drogi na Tuszyn, do
samego centrum Pabianic nie dojechałem bo myślałem że tu gdzie jadę to
tam jest centrum ha ha, bo nie patrzyłem na mapę.
Zajechałem do sklepu po jakies zakupy na ulicy Grota Roweckiego,
przekąsiłem coś i ruszyłem dalej, tu akurat przy sklepie było osiedle
mieszkaniowe i nie było tak ponuro jak przy wjezdzie do miasta i było
cacy tu.
Było fajnie ciepło, ruszyłem dalej więc ,obżarty i
opity,przeszedłem przez pasy i wyjechałem na ulicy Siennej. Niepotrzebnie jechałem wgłąb osiedla bo i tak po chwili
się cofnąłem i wyjechałem znów koło Biedronki i tym razem w prawo,
chodnikami i dalej na Pabianice Ruda ul 20 Stycznia, tu już
spokojniejsza droga i mniejszy ruch był i tu był lasy i tak dojechałem
do Sereczyna tu pod wiaduktem gdzie znów szła autostrada S8 o dziwo
asfalty były równe i tak dojechałem do miejscowości Prawda! Fajna
nazwa nawet. W miejscowości
Rydzynki, zobaczyłem że jest skrót do Tuszyna i też miałem dylemat czy
jechać skrótem czy asfaltem, mogłem wybrać asfalt jednak, dlaczego?
odpowiedz trochę dalej, a więc zrezygnowałem z asfaltu i jadę do końca
wioski i myślę że będzie tu ubita leśna droga a tu To był ryzyk fizyk, pisała też koleżanka która ma pseudo Stalowa Foka i że pracuje w aptece w Tuszynie do 15tej, mysle sobie zdąże, na początku było ok i tak jechałem jak na szpilach bo były kamyki no i po 1.5km buum no i kapeć, a nie zmieniałem tu bo czas naglił to na pieszo 3km do miasta a właściwie przedmieść, ale byłem wkurw..ny, jak nigdy, doszedłem do Tuszyna a własciwie do Tuszyn Las a ten właściwy był trochę dalej, no to łatam dętke gzdzieś na chodniku na osiedlowej drodze, przy płocie.
Pech
to pech sobie myśle i że juz tak dziadowskiej opony nie kupie! a była
to ta z Decathlona, mogłem kupić z lepszym bieżnikiem.
Była 14.41 więc już nie zdąże na
15tą, a gnałem szybko, no trudno, też tu zrobiłem koło. Mogłem np jechać ul Narutowicza,
bo w stresie i zdenerwowaniu nie patrzyłem na mapę, być może bym zdążył
wtedy, a do właściwego Tuszyna dojechałem o 15.11, napisałem koleżance
że nie dałem rady. Trudno, jeszcze odwiedze
te rejony, pojechałem do centrum i tu posiedziałem w parku i musiałem
umyć ręce bo brudne miałem po wymianie dętki.
Tu posiedziałem z godzinkę, i dalej żałowałem że się nie
spotkałem z kolezanki z Facebooka.
Po
odpoczynku ruszyłem dalej juz na Łódz, miałem zahaczyć jeszcze na stawy
3 Młyny, ale chyba przegapiłem drogę he he, w sumie minałem drogę czyli
ul. Bazarową, ale nie patrzyłem wtedy na mapę, trudno z resztą w
Sereczynie minałem podobny staw
Opuściłem okolice Tuszyna i jechałem na wioski Modlica i Kalinko
Morgi i tu kolejny kapeć! A czemu? bo urwał się wentyl i dętka kaputt
no niech to szlag, zszedłem z drogi,na jakąś łączkę i wymieniłem i jade i
znów powietrze zleciało, to naprawa i jadę dalej i już było ok, sporo
tu było rozjazdów i zero lasów, szukałem tu skrótu do Łodzi, żeby nie
jechać wśród spalin i dużego ruchu dlatego odpuściłem jazdę przez
Rzgów.
Jak
już naprawiłem to ruszyłem dalej przez miejscowości Grodzisko i
Konstantyna a tu mało lasów, duuuużo zabudowań, w Konstantynie, miałem
jechać na Starową Górę, jedna zobaczyłem że można jechać przez jakieś
osiedle domków do miasta i też tak pojechałem, aż asfalt się prawie
skończył, ale ,ale już była Łódz
No i pózniej faktycznie asfalt się skończył i była szutrówka a
pózniej….sami zobaczcie
Fajna ta Łódz sobie myślę, tu musiałem prowadzić rower, na szczęście
tylko niedługi kawałek aż doszedłem do ulicy Józefów i pózniej do
głównej arterii na Rżgowskiej i dojechałem do parku przy Stawach Jana,
po ścieżkach rowerowych.
Tu mała pauza na foto i pózniej pauza w sklepie tu zakupy i jadę
dalej ul Paradną to chyba na moją cześć że tyle kapci złapałem, dobrze
że były ścieżki, super się jechało, pózniej skręciłem w prawo w
Bartoszewskiego
Sam nie wiedziałem gdzie jadę, ale jadę, nie widziałem nigdzie Jadzi,
która codziennie śmiga rowerem i łoi kilosy, no szkoda, następnie
opuściłem Aleje Bartoszewskiego i za torami skręciłem w prawo ,ale tylko
na chwile opuściłem bo pózniej znów jechałem Aleja, jak sie fajnie
jedzie to trza jechać, tu szła też ścieżka rowerowa za ekranami
dzwiękkochłonnymi i git. A za skrzyżowaniem
Aleja zmieniła się w Aleje Jana Pawła 2 też fajno, za jakiś czas
odbiłem w ulice Braterską i tu pózniej musiałem wchodzić po schodach nad
torami i było widać jakąś byłą fabrykę, widok jak z lat 80 czy 90tych,
nędza i rozpacz, bloki niedaleko również, w sumie to przejście było bez
sensu bo mogłem jechać ulicą pod Aleją, no ale gdyby dziadek był mądry i
znał miasto, a tak to przeszedłem nad torami.
Opuściłem to
miejsce, jadąc jeszcze do Decathlona, bo musiałem kupić zapas dętek w
razie W, szybko znalazlem sklep, zakupiłem co trza i kierowałem się do
centrum miastaNie wiem czy dobra lokalizacja foty, no ale jechałem do centrumTu
już szukałem jakiegoś noclegu w telefonie w międzyczasie, szybko
pojechałem do centrum na Piotrkowską, no długaśna to była ulicaPośmigałem nią w te i nazad i jeszcze trochę po centrum
Wielka ta Łódz, po zwiedzeniu, zobaczyłem że nocleg jest gdzieś na
Bałutach na Łagiewnickiej. No to jadę, choć zapewne tu gdzie byłęm też
bym znalazł, np w szkolnych schroniskach, hostelach itd, ale nie
chciało mi się dalej szukać i pojechałem tam, zobaczyć, troszkę to
zajęło, jechać w ruchu aut, nie lubie tego, dojechałem na Bałuty, tu się
trochę pokręciłem bo podjechałem najpierw na Zgierska koło zajezdni
tramwajowej a pózniej na ul Gęsią koło jakiegoś wieżowca tu nie mieli
noclegów, zapytałem też gdzie te noclegi na Łagiewnickiej, bo mój tel
ledwo zipiał już no i trafiłem a tu hotel pracowniczy, zanim zapłaciłem
to trochę minęło, dużo tu było pracowników z Ukrainy i innych, zapiąłem
tu rower na dworze i poszedłem do sklepu rozmienić 100zł bo nie mieli,
po powrocie zapłaciłem i mogłem zaniesć bagaże na….4 piętro po wąskich
schodach, to była masakra Zapłaciłem za pokój 4 łózkowy, byłem tez
koło jednego schroniska szkolnego, jednak było zamknięte, był też nocleg
koło dróg 91 i 72 w jakimś hostelu, czy kwaterze prywatnej, widziałem na
mapie, no ale już tu zapłaciłem.
Najważniejsze że
byłem sam w pokoju,a nie z Mużinami z Sosnowca np, mogłem się rozpakować, zobaczyłem ile mam dętek,
były 4 jedzenia ma sporo, więc po umyciu się zabrałem się do
jedzenia.
Po kolacji, odpoczywałem, na dole w podwórzu ględzili i palili
papierochy, na szczęście dym tu nie docierał, gdzie ja trafiłem ha ha,
tak minał wieczór, gdybym miał więcej czasu i mi się chciało to bym
poszedł połazić, naładowałem sprzęty i można było iść spać około 23, to
był dzień awarii, oby już to było za mną sobie wtedy myślałem. Wyszło
mi 177km Dzień 4. Łódź-Sochaczew. 137km
Od razu jak wstałem to
sprawdziłem pogodę, za oknem było w miarę bo nie padało i czasem słonko
się przebijalo, a wstałem koło 5.30 , natomiast na radarach, pokazywało
że jakieś burze idą i deszcze, niech to szlag, mają nadejść po 8 rano,
no zajebiście, nie mogły wieczorem nadejść.
Trudno, zjadłem sobie śniadanko , później przebrałem
się w rowerowe ciuchy, posprzątałem majdan, chwile jeszcze podladowalem
telefon bo jeszcze jadłem w międzyczasie i później zaniosłem najpierw
rower a później bagaże na podwórko i tam się spakowałem, na dworze na
szczęście pusto i miałem spokój , po zapakowaniu mogłem ruszyć w trasę.
Ruszyłem o 6.15.
Myślałem gdzie tu jechać, w
centrum byłem wczoraj, to teraz byle gdzie, czyli na zachód, pokręciłem
się troche po okolicy Nastepnie ulicami Lutomierską, Ogrodową i Zachodniąjechałem na Łódz Kaliską i dojechałem do słynnej ManufakturyTu
pauza na fotki i tyłami Manufaktury i trochę z boku, objeżdżam ją,
fajna budowla,o i dalej jechałem ulicą Ogrodową, koło Cmentarza i
następnie nad Aleją Włókniarzy wszedłem na mostek nad toramiZa
mostem dojechałem do parku na Konstantynowskiej, coraz bardziej się
chmurzyło i było w tym parku ciemno jakby wieczór był, no i zaczęło
najpierw kropić, więc jeszcze do przeżyciaPośmigałem
tu chwilę po tym parku i nie ryzykując kapcia, nawrót w kierunku
centrum, byłem też niedaleko Zoo, no i też za dworcem byłstadion żużlowyByłem na Alei Włókniarzy, na niebie dużo chmurek było, kropiło dalej,Zajechałem jeszcze do Lidla no i po wyjściu były takie chmury i groznie grmiałoA byłem blisko dworca, więc nie ryzykowałem i tam zajechałemJak
tam dotarłem to jak lunęło, radar się sprawdził, wyciągnąłem z sakw,
folie i owinąłem sobie sakwy, bo myślałem że będzie lało pół dnia Z
dobrą godzinę z czymś tu byłem, nie powiem trochę chłodno było, ludzi
dużo łaziło, wiadomo metropolia, po takim tam czekaniu, jakby trochę
deszcz zelżał i mogłem opuścić ten przybytek rozkoszy, dobrze zę w tym
parku mnie nie złapało, ulicą Kopernikaa dojechałem do centrum, łapcie
kilka fot, między innymi z Piotrkowskiej, łądnie wygladała po deszczuFajnie
tu było i tak pokrążyłem troszkę po centrum, zajechałem też na inny
dworzec ten główniejszy, czyli tak zwane Nowe Centrum Łodzi,zwany też
Łódz Fabryczna, łapcie fotyŁadnie
odnowili nie powiem, połaziłem tu i uwdzie i wychodząc zaczęło trochę
kropić, więc jadę najpierw Aleją rodziny Scheiberów a pózniej
Narutowicza,koło Tramwajowej skręciłem w lewo do parku, tu mała pauza i
myślałem gdzie jechac, gdzie się schować w razie ulewy,Po
pauzie opuściłem park i byłem na Wierzbowej i zaczęło padać, to
zobaczyłem blok 4 piętrowy i zajechałem pod klatkę i się schowałem w
środku, tu przerwa z godzinę prawie.
Tu chociaż było trochę cieplej, zjadłem sobie 2 bułki i po
wymuszonej przerwie jadę dalej, z resztą na razie sam nie wiedziałem
gdzie najpierw jechac, mogłem pojechać prosto Jaracza a pojechałem dalej
Wierzbową do UniwersyteckiejTu koło kościoła skręciłem w Pomorską, która pózniej też wyjeżdżałem z Łodzi, o tym pózniej.Następnie dojechałem na róg ulic Pomorskiej i KonstytucyjnejDojechałem
do ulicy Stanisława Małachowskiego a co śmieszne mam kolegę co nosi
takie imię i nazwisko! to dobre, kontynuując, minąłem Centrum Rekreacji
i wjechałem do parku Badena Powella, tu pusto i fajnie było, można
było odpocząć od zgiełkuA
przy wyjezdzie z parku trochę się zamotałem, bo nie mogłem znalezć
wyjazdu, wyjechałem na ul Józefa i Niciarnianej, po jakimś czasie
znalazłemwyjazd z tej ścieżki i już było ok i co ważne zaczynało się
przejaśniać,Tu
byłem blisko stadionu Widzewa Łódz, po motaniu się ulicami Nowogrodzką i
Edwarda, droga taka sobie, znów wyjechałem na Pomorską i tu skręciłem w
prawo i zobaczyłem market to do niego wstąpiłem, nakupiłem spożywki i
sobie trochę zjadłem pod sklepem, ładnie już świeciło słonkoTrochę
miałem rower obładowany, nie powiem, po pauzie jadę dalej, trochę zle
pojechałem bo mogłem pojechać przez Osiedle Widzew i pózniej pezez Las
Wiączyński, no trudno, a tak to jechałem takim asfaltem zę pożal się
Boże, była istna masakra, takie dziury, cud że koła nie scentrowałem!! A
na końcu była fajna krzyżówka, bez gps ani rusz
Katorga trwała do drogi na Brzeziny, ale tu coś za coś, asfalt git,
tylko ruch masakryczny, jednak tą drogą jechałem do skrętu na Moskwę,
tak tak, to nie pomyłka, do wsi Moskwa.Po zjechaniu z głównej drogi ulga, bo ruch znikomy i oto mi chodziło, po chwili dojechałem do MoskwyMiejscowość
chyba letniska i kawałek za nią zaczął się Park Krajobrazowy Wzniesień
Łódzkich, fakt, było kilka hopków, ale nie groznych, pięknie tu było i
wreszcie mozna było odpocząć od zgiełku miasta, asfalcik równy, chyba
dużo Łodzian ma tu swoje domy, nie dziwie się, ogólnie miałem jechać na
Brzeziny, no ale na mapie zobaczyłem ten park i nie odpuściłem bo tłuc
się do Brzezin z tirami? no thanks.
Mijałem kolejne wioski ciesząc oko widoczkami, do tego pogoda
piękna, żyć nie umierać, mijałem kolejne wioski Jaroszki, Buczek, tu
asfalt się popsuł i tak dojechałem do Grmiącej, za Grzmiącą stanąłem bo
chyba zgubiłem Imbusa zjechałem więc na polną ścieżkę i wszystko
przetrzepałem i nie było go, no same straty, na fotce poniżej, stanąłem
tam z lewej. a za Tadzinem był fajny znakW
sumie mogłem jechać przez tą Syberię i też bym wyjechał gdzie chce, ech
trudno i ominłąłem fajny młyn w Kołacinie, w samym Kołacinie na chwilę
stanąłem bo patrzyłem jak jechać, ale o młynie zapomniałem. Tu dzwonił
Tadziu z Żyradowa że wyjedzie mi naprzeciw, ruszyłem więc dalej przez
wioski, szukając skrótów, ruszyłem na Kołacinek i Kotulin do którego
odbiłem z głównej drogi i tu zaczęło wiać trochę, no bo były tu pola,i
byłem też już poza Parkiem, dopiero stanąłem w Lipcach Reymontowskich tu
mały postój i patrzyłem czy Tadziu nie pisał, nie pisał więc jadę dalej
i znów trochę skrótów przegapiłem, no ale też mogły mnie te skróty
zaprowadzić w maliny bo mogły być piachy.
Tak pojechałem prosto aż dojechałem do fajnej miejscowości, tylko gdyby
nie te asfaltyBo asfalt to tu był tragedia, dobrze że kapcia nie złapałem, cud,po
kilku km szajsu,opuściłem dziury i wyjechałem w Makowie i stąd do
Skierniewic już blisko, tu już asfalcik git, przed samymi Skierniewicami
była nawet ścieżka i jakiś stawikI
tak dokulałem sie do Skierniewic, tu był jakiś remont i jechałem
chodnikiem a tu miejscami był wysypany jakiś grys i było ciężko, do tego
wyjechałem objazdem do jakiejś firmy i był remont wiaduktu, katorga,
musiałem się cofnąć i jechać Nowomiejską a pózniej jeszcze stanie na
przejezdzie, chyba z godzine prawie a słońce paliło do tego ludzie się
wkurzali. Gdybym wiedział to od Lipiec Reymontowskich bym pojechał
inaczej. A wracając do kolegi Tadka to mówił że zrezygnował z
wyjechania ku mnie,szkoda, no jakiś pech miałem do znajomych żeby się
spotkać.
Jak już
otworzyli przejazd to kierowałem sie na Zalew ulicami Kościuszki i
Piłsudzkiego i tu po chwili chodnikiem wyjechałem na ulicy Rzecznej Pózniej
wyjechałem na Plac Św Floriana i tu zaszedłem do rowerowego po łyżki do
opon nowe no i gdy wychodze, zaczepia mnie starszy Pan i pyta gdzie
jadę itd i pokazuje mi na tylną oponę czy tak ma być.
Ja patrze lub paczę a tam
gula, tak to bym nawet nie wiedział, to wracam do rowerowego i kupiłem
jakaś Czeską oponę ufff Coś
tam na fotce widać, dobrze że był ten rowerowy pod nosem, te opony z
Decathlona to szajs, mocniej napompujesz i tak się robi właśnie że gula
się robi.
Czego się spodziewać po oponie za 40 zeta , słaba jakość poprostu. Tu pod sklepem
opony nie zmieniałem, wziąłem przewiesiłem przez ramię i pojechałem na
ten Zalew bo nie było daleko i nazywał się Skierniewka a to był dopływ
rzeki, Strykowską i Batorego dojechałem do ZalewuTu z lewej był sklep, a wracając do Zalewu to trochę był duży i się ciagnąłA
tutaj założyłem nową oponę, trochę grubszy bieżnik niż ta co miałem,
ale trudno innych nie mieli tu, mogłem ją nadymać do oporu, trochę tu
posiedziałem w cieniu, bo słonko grzało mocno, młodzież się kąpała,
mogłem też coś zjeść.Ratownicy pływali sobie łódką, nie miałem chlebka
żeby im rzucić.A ja byłem tylko w części tego Zalewu Nawet
spory zalewik, nie objezdzałem go, bo czasu mało i mi się nie chciało a
przy końcu wygląda tak, w sumie jakbym tu mieszkał to bym tu trenował
dookołaPo przerwie ulicami Kilińskiego i Rawską wróciłem do miasta,Zajechałem na Rynek a tu rynek jak rynek, pokręciłem się trochu, nawet loda zjadłemPo
lodzie pojechałem dalej ul Gałeckiego i Konstytucji 3 maja, dojechałem
do Wita Stwosza, nawet fajne miasto, podobało mi się tu i na Wita był
fajny budynekStąd
pojechałem dalej, ulicą Reymonta i dojechałem do kolejnej arterii, tu
zobaczyłem Lidla no i taam zajechałem, po wodę, a ludzi tam było, trochę
się nastałem przy kasiePod sklepem oblałem się wodą bo było gorąco, następnie po kąpieli pojechałem ul Wyszyńskiego w kierunku na SochaczewWe
wcześniejszych planach miałem jechać na Łowicz, ale tam nic ciekawego,
wolałem jechać na Sochaczew i przez Puszczę Bolimowską, patrzyłem na
Street View to Łowicz podobny do Skierniewic, więc jechałem na
Sochaczew, po opuszczeniu Skierniewic, zaczęła się PuszczaA
taka była nawierzchnia i co kilkanaście metrów były takie lekkie
krawężniki, ale mi się tu droga dłużyła, masakra była, dokulałem się do
Bolimowa i tu przez Bolimowską Wieś na Sochaczew, tu też mi się droga
dłużyła, bo jechało się i jechało a Krajobraz? trochę lasów trochę pól,
sielsko i anielsko, jakoś dojechałem do Sochaczewa, minąłem jakiś
Elewator, nawet nie wiedziałem że tu wrócę na nocleg, ale o tym
pózniej.
W Sochaczewie miałem kolegę
też z Facebooka, pracował w rowerowym, jutro do niego zajadę, bo teraz
muszę sobie nocleg załatwić, pojechałem w kierunku Centrum, tu jechałem
koło stacyjki i jedzie jakiś młody facet rowerem i pyta gdzie jadę i czy
mam gdzie spać i mówi żebym dał mu nr tel i jak zapyta żony to mogę
spać u nich, pożegnaliśmy się i pojechałem koło tej stacyjkiTu
niedaleko był jakiś nocleg, ale to była speluna w jakimś bare a
własciwie nad i ta cena….100zł to podziękowałem i pojechałem dalej,
Towarową i odbiłem z bocznej drogi w Licealną i znów byłem na
głównej,drodze czyli na Traugutta niedaleko muzeum kolejki, minałem ją i
już jestem na ścieżce zrobionej na jezdniO
tak wyglądała no i tak jadę i niedaleko Lidla ktoś mnie woła a na murku
siedzi jakiś chłopak i tez pyta gdzie jadę i skąd to mu mówie i że
szukam noclegu a on mówi że tu jest niedaleko, naprzeciwko Lidla i że
może moi dać 30zł do noclegu, za kasę podziekowałem bo nie lubię żebrać,
ale podjechałem tam i zobaczyłem numer telefonu na drzwiach i dzwoie i
pytam po ile noc a facet że 70zł, do tego głos nieprzyjemny to
zrezygnowałem, trochę szkoda, ale trudno.
A
było to tu na fotce, no cóz pojechałem do centrum na Plac Tadeusza
Kościuszki, tu trochę posiedziałem a nawet loda zjadłem, zadzwoniłem do
innego znajomka, bo on miał nocleg darmowy w domku Holenderskim, tylko
że bez prądu, trochę lipa bo musiałem naładować tel itd i też mówił że
pózno będzie po mnie i że to za Sochaczewem, to podziekowałem, kilka fot
z rynku, przed rynkiem były jakieś ruiny zamku czy czegos, tam
zajechałem nazajutrz
Super tu było, przy okazji sprawdziłem na necie noclegi i był jakiś
obiekt na Kochanowskiego, pojechałem tam i dupa nie znalazłem, wróciłem z
powrotem na Plac na rynku i znalazłem na Fabrycznej a to jest tam koło
tego Elewatora więc muszę się cofnąć , nie było czasu na szukanie
innego noclegu, choć teraz wiem że był też nocleg na Piłsudzkiego koło
Olimpijskiej,a byłem blisko tej Olimpijskiej, tylko że wtedy nie
wiedziałem o tym noclegu, dopiero teraz pisząc znalazłem, ale na
przyszłość jak tam będe to zapamiętam, sam Sochaczew ładny, nawet
ładniejszy niż Skierniewice, cofnąłem się tam koło Elewatora i zajeżdżam
a to kwatera pracownicza która prowadził jakiś Cygan
Pytam się go czy są noclegi a on myśli i mówi że…nie ma, to ja tył
wzrot a on pyta na ile nocy, a ja że jedną to mnie woła i mówi że jest
pokój, uff, trochę trwało zanim mu zapłaciłem.
Wreszcie mogłem się rozpakować, pokój trochę
ciemny, były łózka piętrowe, szukałem gniazdka elektrycznego, trochę się
naszukałem, okna miałem od strony elewatora no i trochę hałasił, mogłem
się umyć i coś zjeść. Po jakimś czasie
poszedłem do Biedry na zakupy, a ludzi tu było, obładowany zakupami
wróciłem do daczy, rower musiałem zostawić przypięty do stojaka na
zewnątrz, w Biedrze byłem na pieszo bo blisko, wieczór minął spokojnie,
na przeglądaniu Fejsa, patrzenie pogody i na noc zapowiaali ulewy i
dobrze że na noc, choć z rana też mogło padać. Z trudem zasnąłem przez ten elewator, ale udało się i po
23 już lulałem w tym dniu wyszło mi 138km, mało jak dla mnie, ale
spoko. 5 dzień wyprawy. Sochaczew- Sowia Wola
Folwarczna- 88km Wstałem około 6tej, to już z przyzwyczajenia tak wstaje, za oknem
oczywiście deszcz, no to mi się nie spieszy, jak następny nocleg u
Krzyśka w Kampinosie czyli w Sowiej Woli Folwarcznej, a to aż tak daleko
nie było, więc nie musiałem szybko wyjeżdżać, zrobiłem sobie śniadanie i
kawkę na pryczy więziennej.i
o 8.23 ruszyłem, na szczęscie już nie padało i niedobra chmura odeszła a
w nocy burza była, tak więc wytarłem siodełko z wody, założyłem bagaże i
ruszyłem do miasta, tak jak jechałem wczoraj, zatrzymałem się przy
Lidlu, tu drobne zakupy, a pózniej na bulwary pojechałem,
bo miałem w planach odwiedzić kolegę Roberta co pracuje w rowerowym,
ale ma czynne o 11tej, więc jeszcze miałem full czasu, a na bulwarach
pusto, tylko facio jezdził i kosił trawęZ
godzinę tu posiedziałem, najpierw było pochmurno, ale bliżej 9tej
przedzierało się słonko i mogłęm zdjąć długie galoty, po dł€giej
przerwie podjechałem na Plac na mieście tu też mała pauzaTu
posiedziałem do 11tej, następnie zajechałem koło bloków takich i tam
sobie zmieniłem skarpety na nowe a stare wywaliłem i podjechałem do
rowerowego,przywitali
my się z Robertem, był też bardzo sympatyczny Pan z nim też się fajnie
rozmawiało, około 11.30 pojechałem w drogę, Robert mówił żebym pojechał
za Wisłę, przez Czerwińsk i Nowy Dwór Mazowiecki, rozważałem to, ale o
tym pózniej, od kolegi pojechałem do Kauflandu bo musiałem kupić nowy
kabel Usb, trochę się naszukałem no ale dostałem, następnie ul
Trojanowską jechałem w kierunku wsi Orły CesinTam
dalej już był asfalt, jednak cały czas tą głowną drogą nie prułem, bo
odkryłem skrót we wsi Trojanów w lewo, bo kierowałem się na Żelazową
Wolę, najpierw był polbruk a pózniej trochę drogi gruntowej i tak
dojechałem do Orły Cesin, śmieszna nazwa, w miejscowości skończyła się
gruntówka i był asfalt aż do Żelazowej Woli, fajnie tu było, sielskotak, dojechałem do Żelazowej i tu foto i pózniej przy muzeum Fryderyka Chopina gdzie mieszkał, było pozamykane więc nie właziłemPięknie
tu było, tylko że pusto a to dziwne, ta rzeczka nazywała się Utrata,
po małej pauzie patrzyłem jak jechać w stonę Wisły, znalazłem skrót
przez Towiany, tylko że za Żelazową było pózniej znów trochę grntowej
drogi i typowe drzewa dla Mazowsza, dokulałem się do wioski, tu też
piknie było i za wioską wyjechałem na główiejsza drogę na Plecewice i
Konary, tu pola i pola, za Konarami skręciłem w lewo na Malanowo,
pózniej na Brochów, lekko wiało w twarz, ale do przeżycia,w Brochowie
była fajna budowlabyłem
blisko Bzury, która przekroczyłem a jakże, od wsi Janowo do mostku
prowadziła droga takimi płytami betonowymi, była jednak równa no i
dojechałem do mostu i tu przejeżdżam z prawej strony a dziadzio mi się
napatoczył, to się cofnałem i przejechałem środkiem mostkuTak oto wyglądał mostek, tu mała pauza i pojechałem dalej, w prawo na Witkowice a w Witkowicach Małych pauza na przystankuPo
około półgodzinnej pauzie, pojechałemdalej i dojechałem do głównej
drogi, na szczęscie był pas awaryjny do Wyszogrodu, z tym że kawałek za
mostem za Wisłą wszedłem po schodach i już byłem w Wyszogrodzie i nie
musiałem robić koła główną drogąZajechałem też na punkt widokowy koło ul Wiślanej, tu mały postójPózniej
cofnąłem się do miasta i do sklepu, trochę to trwało bo masa ludzi
stała przy kasie, masakra jakaś, po zakupach coś tam zjadłem, aha
początkowo miałem jechać przez Czerwińsk jak mówił mi Robert, jednak po
zobaczeniu na mapę że to główna droga nr 62 to zrezygnowałem i dobrze
zrobiłem bo po cofnięciu się za Wisłę skręciłem w lewo na Sladów i
Kromnow i tu dużo spokojniej i do tego lekko pomagał wiatr, stąd do
Warszawy 70kmTo
był dobry pomysł, było już ciepło i jechało się fajno, lekko się
chmurzyło, nie patrzyłem jeszcze na radar, nie stawałem długo, dopiero
koło jakiejś wioski i opuszczonego budynku stanąłem na papieżaka,a
było to przed wsią Gorzewnica, było wiadomo też że blisko Stolica bo
były napisy odpowiednie Ja tam nie mama animozji co do klubów, po tych
emocjach sportoych już nie stawałem nigdzie i dojechałem do Piasów
Duchownych, był piach, ale duchowny to nie, tu zzadecydowałem że pojadę w
prawo, jeszcze boczniejszą drogąI
nawet dobrze zrobiłem bo tu był jeszcze bardziej spokój, kawałek było
szutru, ale tylko kawałek aż dojechałem do wsi Nowiny,a pózniej
Krubiczewchmurki były niepewne no i przed Starym Polesiem opady i grzmoty zmusiły mnie do chowania się na przystankuNajpierw
siedziałem sam a potem jakiś pijaczek się napatoczył, ale niegrozny,
chwile pogadał i poszedł, ja jeszcze trochę posiedziałem i też ruszyłem
bo burza sobie poszła dalej, tu też fajno było sielsko, teraz jechałem
na Stare Polesie i Nowy Wilków i za Wilkowem niepotrzebnie jechałem na
Leoncin bo mogłem polecieć na Teofile, no trudno, bo gdzie mi się
spieszyło, Krzysiek dopiero wieczorem będzie z pracy z resztą miał mi
dać znać o której będzie, po dojechaniu do Leoncina, stanąłem przy
sklepie, choć miałem nie stawać, tu pauza z 20 minut i jadę dalej, teraz
na miejscowość Gać tu było super i ten spokój i równy asfalt o dziwo
mimo że taka pipidówa tu była. Później zrobiłem jeszcze z 4 fotki, słoneczko ładnie swieciło
Naprawdę było tu ładnie, pewnie zapytacie czemu nie wjechałem do
samej Puszczy, nie te opony miałem, jeszcze tu wrócę np na 2 dni to
wtedy objade, na lekko bez bagaży, a wracając do trasy opuściłem Gać i
jechałem na Głusk czyli musiałem dojechać do tej drogi co jechałem
wcześniej, za Głuskiem było odbicie w prawo w szutrową drogę, wtedy nie
patrzyłem na mapę a wiem żebym wyjechał w Cebulicach czyli duży skrót,
ale jak wspominałem gdzie mi się spieszyło, nigdzie nie stawałem,
dopiero przy skręcie na Cebulice stanąłem bo był piękny las niczym z
Sherwood, można się było zachwycić, szczególnie pod koniec przy skręcie
do Cybulic, dojechałem do Głównej drogi Nowy Dwór Mazowiecki i Grodzisk
Mazowiecki, tu już ruch większy, tylko kawałeek było ścieżkiByło
po 17tej więc czasu jeszcze było do Sowiej Woli Folwarcznej droga bez
historii, szkoda że nie było tu pasa awaryjnego, no ale jakoś dojechałem
i tu najpierw pośmigałem w Sowiej Woli między domami a pózniej
zasiadłem na przystanku koło ulicy, wkurzał mnie ten szum autAut
tu multum i tiry też, policja stała niedaleko i oczywiście suszyli, 2
chyba złapali, mieli pecha, na Krzyśka czekałem i czekałem,było koło
19tej i znów pojechałem objechac osiedle domków i tak jeżdże sobie,
choć w sumie mogłem się jeszcze bujnąć gdzieś żeby mieć 100 km,np tam na
te wioski Truskawka i Wiersze ale skończyłem na 88km, bo wyjezdżam z
osiedla i dzwoni Krzysiek że już jest w domu i że wyjdzie po mnie na
ulicę no i przyuważyłem dzika i poszliśmy do domu a tu już relaks.
Jak się umyłem to
mogłem coś zjeść, aha z Krzyśkiem już się widziałem na Rajdzie
Charytatywnym w…..Wałbrzychu a dojechał rowerem tam tu z Sowiej Woli,
sprzęt ma cacy bo kolarkę no i kondycję też, niejeden młodziak przy nim
wysiada, ogólnie super wesoły człowiek i żona też bardzo sympatyczna i
córa udana no i piesol który mnie polubił już na starcieFajnie
się rozmawiało, jedzonko pyszne, żyć nie umierać, siedzieliśmy w
kuchni, piliśmy też……….oranżadę z prądem, aha i zjadłem obiecany makaron
z truskawkami, pychota, trochę dużo było, ale gdzieś tam wcisłem w
bebechy, czas zleciał szybko do 23ej, pożartowaliśmy sporo, bo lepiej
się cieszyć niż smucić wcześniej się wykąpałem w dużej wannie, ja
trochę owłosiony to mu trochę włosów zostawiłem ha ha, trochę jeszcze
posiedzieliśmy w pokoju na górze gdzie będe spał i około północy się
ległem, piesol oczywiście leżał na łózku, pózniej zszedł i sobie chodził
to tu to tam, uchyliłem sobie okno, noc była chłodnawa, ale wiadomo
Kampinos, super się spało a nazajutrz wczesna pobudka, no ja urlopuje a
Krzysiek do robótki wstawał .
Dzień 6. Sowia Wola
Folwarczna- Sławoszewek. 210km.
Obudziłem się już o 5 okno miałem cały czas
uchylone, na szczęście pogoda była ok, nie padalo, poszedłem się umyć i
spakowałem manatki żeby później nie chować a tak będę miał z glowy,
następnie zszedłem na dół na śniadanko na pyszną jajecznicę i truskawki z
makaronem do tego herbatka, fajnie tu sobie Krzysiek mieszka. Jak
widać przebijało się słonko i oto chodziło, fajnie się siedziało i nie
chciało się ruszać, Krzysiek się przebierał a ja zdążyłem zjesc,
zaniosłem bagaż na rower i już byłem gotowy do jazdy, dostałem też
licznik , przydał mi się do szosowego, pożegnałem się z jego żona i
córą no i ruszyliśmy zrobić małe kółeczko, nie tak jak wczoraj
jechalem, tylko przez osiedle i jechaliśmy w kierunku wsi…..Truskawka.
Sprzecik Krzyśka 1 klasa, ale mi się tu podobało, równe
asfalciki i ta natura, tylko się zachwycałem, coś podobnego jak
Niemiecki Spreewald, tylko tu mniej rzek jak tam, jednak też tu było
urokliwie, jak pisałem asfalty prima sort i osłonięte od wiatru , to tu
Krzysiek może robić średnie, nie dziwię się a asfalty wyglądają jak
poniżej Nie
prawdaż że pilnie? Kolega dyktował tempo i wolno nie było, po jakimś
czasie dojechaliśmy do Truskawki, tu wspólna fota musiała być A po fotce jadymy jeszcze trochę przez miejscowość Wiersze tu była taka ścieżkatrochę
wąska była ta ścieżka, dobrze że jechaliśmy prawą stroną, no ale
pózniej ścieżka i tak była z prawej, na szczęście była szersza, potem
staneliśmy jeszcze na chwilkeNastępnie
ruszyliśmy dalej do drogi głównej na Leszno, ale te mniejsze, tu się
pożegnaliśmy i pojechałem dalej, tu jakieś turbo włączyłem bo do Leszna
20km i średnią miałem 26 z bagażamiLegancko
tego się jechało no i w Lesznie na prawo i znów jechałem na Sochaczew,
bo i tak musiałem bo robiłem nawrót już na zachódTylko że tym razem ominąłem Żelazową Wolę i tylko do wsi Kampinos jechałem główną drogą,nie było tragedii, tu tempo lekko spadło, bo gdzie się miałem spieszyć i tak dojechałem do…. Kampinosu
tu
chciałem pojechać prosto, jednak po chwili jazdy przy prawie końcu
miejscowości zobaczyłem że są skróty drogami o mniejszym natężeniu ruchu
no i tak pojechał ja, skręciłem w lewo na Podkampinos i do miejscowości
Prusy, zanim tam dotarłem to przerwa na przystanku i trochę truskawek z
makaronem pojadłem żeby mi nie skiśniały, jak mówił Krzysiek ta
mikstura dodaje mocyPyszne byłoO
tutaj sobie siedziałem, po napasieniu się ruszyłem, ale nie tam prosto
jak na fotce, tylko w 2 stronę, spokojnymi drogami na Zawady i
Skarbikowo, i koło Żelazowej Woli a koło miejscowości Pasikonie
spotkałem jakiegoś turystę, to znaczy ja dogoniłem jego, chwilę
porozmawialiśmy o sprawach rowerowych i wyprawach,fajnie tam pogadać z
nieznanymi cyklistami, po rozmowie ja cofnalem się kawałek i pojechałem w
lewo patrząc od strony wschodniej i minąłem znów urocza rzeczkę Utratęi przez wioski i Orły Cesin znów dojechałem do SochaczewaNo
i tu już znałem jak jechać bo byłem dzień wcześniej, podjechałem do
kolegi do rowerowego raz jeszcze a pózniej do Biedronki i po zakupach
posiedzieć troche w centrumTu
powyżej na fotce był rowerowy, mogę szczerze polecić sklep i nie tylko
że to mój znajomy z Facezbuka, ale znają się na rzeczy, a niżej fotki z
centrum i okolicyPogoda
jak widać była prima sort, tu z godzinę posiedziałem i nabrałem sił do
dalszej jazdy,po około godzinie ruszyłem oi kolejny raz minąłem BzuręA po prawej stronie przed rzeką był tak zwany Ogród RóżańcowyO
tak wyglądał, opuszczałem ładny Sochaczew, podobało mi się tu też,
teraz jechałem na Władysławów, ruch tu był spory zwłaszcza do miasta,
był nawet trakt pieszo- rowerowy po którym jechałem, pózniej już szosa
była i tak jechałem bez historii mijając pola i pola i skrawki za
Wladysławówem, kawałek jechałem obok drogi nr 50 a to ta co dzień
wcześniej jechałem na Wyszogród, tylko że tu jechałem o tak jak poniżej i
tylko z 400metróww
sumie w tym dniu mogłem pojechać przez Łowicz, ale bym odbijał na
południe za bardzo a tak to tylko był drogowskaz na Łowicz, no i za
drogą nr 50 skręciłem na Żdżarów i Rybno i już miałem spokój z
ruchliwymi drogami na jakiś czas a za Rybnem odkryłem skrót do wsi
Konstantynów bo polnymi drogami, miejscami się zle jechało, jednak nie
było tragedii i były tez pola kukurydzy no i ten spokójDobrze że nie było błoto to bym się wycofał Pózniej
było Rybno Kamieńszczyzna, droga bez historii i fajno mi się jechało,
wiatr nie przeszkadzał jeszcze,ciagnęła mi się tu droga niemiłosiernie,z
miejscowości Bargowie do Łowicza było 18kmminałem
nawet Brodne Towarzystwo, no toż to szok, ale ale to nazwa miejscowości
ha ha, wybierałem trasę bocznymi drogami, podobnie jak z Bogusławic w
kierunku Łodzi, droga co jechałem wygladała np takwiększą pauze zrobiłem w miejscowości Kiermozia na ławce w mini parku w centrumTak
sobie siedze, trochę mnie stopa pobolewała, ale jak zdjąłem buta to
przestała po chwili, chyba za mocno miałem buta wpiętego, tak sobie
siedze i jem i jakiś miejscowy podchodzi i pyta czy może się przysiąść,
widać że trochę lubi wypić a ja że tak to pogadaliśmy trochę, pytał się
też gdzie włóczęguje a ja że jadę tu i tam a on takie oczy, Ba nawet
loda mi kupił, aż się zdziwiłem, podziękowałem mui po 20 minutach
poszedł a ja jeszcze sobie odpoczywałem
trochę.
Po przerwie trza było
ruszyć się dalej, na Wolę Stępowska i Luszyn a tu po drodze nawet
kawałek lasu było z prawej strony!i
w tym drugim chwila pauzy bo myślałem gdzie tu jechać i wybrałem drogę
na Żychlin, bo prosto to bym dojechał do Gostynina a to mi nie po
drodze. Tak więc po fotce skręciłem w lewo, asfaltem nie pierwszej młodości, ale zjadliwym Ujechałem sobie z 500 metrów i był most i musiałem iść za potrzebą no i rower sobie stał i czekałA
były tu ruiny mostu Kolei Wąskotorowej no to ciekawe, po przerwie jadę
dalej, kiepskim asfaltem i dojeżdżam do rozwidlenia dróg w prosto i w
lewo ja pojechałem w prosto , choć w lewo też by się dojechało i po
lewej stronie rzeczki o nazwie Słudwia i też mogłem tak pojechać i też
bym wyjechał w Żychlinie, wtedy jednak nie kombinowałem, jadąc
patrzyłem na drogowskazy, dokulałem się do Żychlina, miasto zadbane
nawet, w centrum perełka budowlana byłaCzyli
ta cukiernia na fotce, jeszcze takiego czegoś nie widziałem, mieli też
fajny ryneczek, jednak widziałem go tylko z odległości, nie chciało mi
się tam zajeżdżać,
następnie ulicą 1 Maja opuściłem miasto, przez wioski Pasieka i Jurków
Pierwszy ,stąd do Kutna 17km , tu jakoś ociężale mi się jechało to
chyba z powodu gorąca i ruchu samochodowego, dobrze że asfalt był równy
to zle nie było aż tak, pózniej jechałem przez Wolę Owsianą i we wsi
Kamienna znów pauza i patrzyłem jak jechać bo były 2 opcje i tu mogłem
pojechać przez Szymanówkę a nie główną drogą,bo patrzyłem na Street View
że tam ruch znikomy był , no trudno, lubię sobie utrudniać no i gdzie
mi się spieszyło? Patrzyłem to zrobiłem małe koło
Pojechałem na Kamienną, dobrze że do Kutna było już blisko, jakoś dałem
radę, przeciąłem autostradę E75 i już byłem w mieście, tu pośmigałem
trochę zajeżdżając po wodę do sklepu na Oporowskiej , niedaleko był już
widok na kościółPo zakupach zajechałem na betonowy rynek, tu małą rundka była, koło fontann żeby się ochłodzićWoda
mi pomogła trochę bo lepiej mi się jechało, pojezdziłem po mieście,
jadać np koło torów kolejowych i dworca pkp trochę się tu zamotałem,
jednak od czego są mapy.cz, wjechałem na wiadukt i już byłem po 2
stronie torów i tak pózniej zajechałem do parku Wiosny Ludów, usiadłem
na początku parku, dalej nie wjeżdżałem a spory on
byłhttps://www.google.pl/maps/@52.2231871,19.3489595,3a,75y,129.68h,73.16t/data=!3m8!1e1!3m6!1sAF1QipOS7NyizK6TCTizhnhWloAkomi7SZfhPNkVcwSY!2e10!3e11!6shttps:%2F%2Flh5.googleusercontent.com%2Fp%2FAF1QipOS7NyizK6TCTizhnhWloAkomi7SZfhPNkVcwSY%3Dw203-h100-k-no-pi-0-ya128.29027-ro-0-fo100!7i10240!8i5120Posiedziałem
tu dobrą godzinę, nawet się przemyłem i oczywiście coś zjadłem, w sumie
to mogłem tym parkiem jechać dalej i też bym wyjechał tam gdzie
chciałem, po przerwie pojechałem dalej, ulicą Łęczycką a pózniej
Objazdową, to główne ulice były, trochę zle pojechałem bo mogłem
polecieć ul Chopina i bym wyjechał bez robienia koła, następnie pózniej
wjechałem na drogę 92 a to była autostrada chyba bo był pas awaryjny a
ruch znikomy, normalnie raj na ziemi! A może trafiłem że akurat był ruch
znikomy, kto wie, no miałem fart, tak to można jechać, no gdyby nie
tylko wiatr w twarz bo robiło się coraaz gorzej,a droga wyglądała takMogłem
też jechać boczniejszymi drogami, jednak tu się nie opłacało jak była
taka super droga, do Krośniewic dojechałem w miarę, przy zjezdzie z
głównej lekko się zamotałem ale zjechałemz niej i tu pauza byłaTo było takie senne miasteczko przy głównej drodze, nie zabawiłem tu długo i pojechałem znów na tą główną drogęZa
miastem znów małe zamotanie się, ale trafiłem na wjazd i było cacy i
znów w mordewind, no cóż to nie Lubuskie że można się osłonić w lesie, a
tu pola i pola, dopiero następny postój miałem we wsi Chodów i tu już
byłem w WielkopolsceMusiałem
stanąć w tej miejscowości bo naprawdę ciężko było, zajechałem pod
sklepik i kupiłem sobie sok pomidorowy i jagodzianki i podjechałem na
przystanek koło drogi i tam sobie pojadłem, trochę mi pomógł ten postój,
bo pózniej jechało się ok, na fotce poniżej sklep po lewej i przystanek
z prawej gdzie siedziałem, kurna jakby mnie tu wieczór zastał to by nie
było gdzie się rozbić.Po
nasiadówce cięzko mi było ruszyć, ale jakoś jechałem i tak dojechałem
do Kłodawy, tu zjechałem z głównej, ale po chwili wróciłem bo zle
pojechałem i pózniej ulicami Wyszyńskiego i Warszawską wjechałem do
miasta, tu nigdzie nie stawałem, dopiero na chwile przy drodze 263 na
Bierzwienskiej i nią jechałem, zmieniajac kierunek na północno-
zachodni, a czemu? bo jechałem w kierunku na Gniezno, tak to bym
pojechał na Konin, wracając do trasy opuściłem Kłodawę i jechałem na
miejscowość Bierzwienna Długa, plus za równe asfalciki to mi się
podobało, tu mi jakoś siły
wróciły.
Pogoda zrobiła się mega
fajna, typowo letnia, minałem wioski Luboniek i Rysiny, ładne te
miejscowości były za Rysinami jak już byłem na takiej górce to gościu
latał sobie lotnią, jak się dobrze przypatrzycir to widać. a pózniej cud… troche lasu było! A jeszcze pózniej więcej niż trochę lasu.
Nie powiem ucieszyło mnie to i było pięknie, piękna natura aż chciało
się jechać bo osłonięte było z 2 stron lasem i tak sobie jechałem i po
jakimś czasie miękko mi się zrobiło ale nie z powodu kupy, tylko kapcia
złapałem, fart że byłem koło jakiegoś przystanku to wyciagnąlem bagaż i
szukałem dętek, wkurw… mnie to trochę, ale szybko zrobiłem i było git,
okazało się że szkiełko było w oponie.Mogłem
jechać dalej i dojechałem do ronda przy drodze 270 przed Grądami
Brdowskimi i tu wjechałem na sciezke rowerową asfaltową o dziwo i las
się skończył na jakiś czasNormalnie
jak w Niemczech tu było, przestało wiać na szczęście, chyba dlatego że
robił się wieczór, ja cisnąłem dalej minałem Bugaj i miejscowość Dunaj,
miejscowości chyba sadownicze, bo tu już były wystawione kosze z owocami
w prawie kazdej miejscowości,Asfalciki
dalej prima sort, dojechałem do miasta Babiak, tu nie stawałem bo nie
było potrzeby, jechałem dalej na Ozorczyn, Mostki i Sompolno do którego
zostało 11km i szybko mi poszło, przed Łaziskami i kawałek za wlaśnie
były jakieś sady i to sporo, już byłem w Gminie Sompolno, a do Mostek
był fajny zjezdzik, tu też nie stawałem, dopiero w Sompolnie odwiedziłem
Biedronkę żeby kupić coś na kolacje, na ulicy Taczanowskiego Generała,
nakupywałem tego tyle że ledwo zmieściłem, musiałem częśc rzeczy wyjeść,
po pauzie jadę dalej ulicą Warszawską, popularne mają tu te ulice ha
ha, jechałem na Teresewo i Ignacewo, tu robiłem mało fot bo wieczór
pózny się robił choć słonko jeszcze świeciło i trza było się rozglądać
za noclegiem, za Teresewem już mi wybiło 188km,To
chyba dzięki makaronowi z truskawkami, dały mi mocy, minałem Teresin a
pózniej Ignacewo, tu były lasy, ale wjazdów żadnych! to dziwne i
postanowiłem się rozbić po 200kmTak
też zrobiłem, nie stając nigdzie jechałem na Ślesin, wokoło były lasy,
ale nie stawałem nigdzie i w Ślesinie dopiero na chwilę stanałem i
zrobiłem foty, bo było fajne jeziorkoPiknie
tu było, lubie takie wieczorki, blisko stąd było do Sanktuarium w
Licheniu, po pauzie jadę dalej, były tu nad jeziorem jakieś ośrodki,
jednak nie chciało mi się szukać, powerbanki miałem naładowane to mogłem
przenocować pod namiotem za darmo, opuściłem Ślesin minąłem wioski
Sarnowa i Róznowo a tu dalej nima gdzie się rozbić, bo były pola i tylko
niewielkie krzaki że nie było gdzie się rozbić, dojechałem do ronda w
Sławoszewku i tu widze taki zagajnik i myślę to jest to, poczekałem aż
nic nie będzie jechało i w długąMusiałem
sobie trochę ziemię wyrównać i wtedy mogłem rozbić namiot z resztą
spałem na materacu, no król musi mieć wygodnie, rozbiłem namiot i
wreszcie mogłem odpocząć 210km zrobione, starczy! Niby obok drogi,ale
nikt się nie kręcił i tylko auta jeździły, bo to była droga na Kleczew,
tak więc trafiłem tu idealnie!A
to białe to jeszcze bez tropiku, gdy już było ok wskoczyłem do namiotu
bo na zewnątrz pełno komarów było, jak już zapiąłem było oki, jeszcze
tylko pózniej umyłem się szybko i do namiociku, jak to ja wszystkie
rzeczy wyciągnąłem z torby i patrzyłem czy wszystko mam, wszystko było,
miałem też lampke żeby sobie swiecic.dałem relacje na Fejsie i około 23 zasnąłem i tak minął długi etap i trochę było pod wiatr aha
w nocy nie padało.
7 dzień. Slawoszewek-Luboń. 138km
Ranek powitał
mnie slonkiem, choć ciepło jeszcze nie było, nie chcialo mi się wstawać
wcześnie więc trochu poleżałem,a wstałemm o…..6 , następnie posprzątałem
majdan i włożyłem rzeczy do sakwy, najgorsze jest przebieranie się w
ciuchy rowerowe no bo śpię w spodenkach zwykłych i innych długich
spodniach żeby nie było…..brudasem nie jestem , musiałem też się przemyć
bo zawsze tak robię z
rana.
Mogłem opuścić moje można powiedzieć przytulne lokum, bo nie było zle,a
poniżej miejsce gdzie nocowałem i widok z góry, gdzie blisko był jakiś
zakład czy kopalnia bo wiadomo to Konińskie.Po
wyjściu z tego miejsca jeszcze na chwile usiadłem na przystanku, bo był
niedaleko a właściwie prawie obok, tu dokładnie umocowałem bagaże,
pogoda zajebista, ja to mam fartPo kilku chwilach ruszyłem dalej, tam do ronda i w lewo,choć
w sumie mogłem odwiedzić Kleczew bo też bym wyjechał tam gdzie chce,
tylko że lekko naokoło, dziś kierunek na Gniezno na razie, gdzie wyjadą
po mnie chłopaki, super znajomi, znaliśmy się z Facezbuka, a tak poznamy
się na żywo, wracając do dalszej jazdy to ulice puste, bo ruszyłem o
6.35 i do tego była niedziela, dla mnie to i lepiej że pusto, minałem Roztokę i następnie pózniej na chwilę w lewo zobaczyc zbiornik wodny Kazimierz po byłej odkrywceTu
też w sumie mógłbym się zadekować, tylko że mało tu krzaczorów i nie
było gdzie się schować,patrzyłem też na street view że za Kleczewem tam
za tym bajorem było trochę lasów,nawet sporo było no cóż następnym
razem obczaje, po nacieszeniu oka widokami cofam się do drogi i
następnie nie jadę w lewo tylko prosto na wioskę Dobromysl i Złotków,
pogoda była tak fajna że widziałem swój cień, był też wiatrakWioski puste, wokoła pola i jeszcze krajobrazy kopalnianeTak minąłem sobie spokjnie wioski,tylko
gdyby nie te moje pykanie i stukanie w rowerze, gospodarzy jednak nie
pobudziłem, minąłem je szybko i już byłem prawie w krainie jezior koło
Powidza bo minąłem Nieborzyn i Budzisław Kościelny nawet spora
miejscowość
i koło Adamowa już krajobraz się zmienił na leśny, dojechałem do
głównej drogi nr 262, tu drofga szła na Salamanowo i na Powidz i na
Mogilnoasfalcik dalej równy a tu kiedyś była granica Niemiecko Rosyjska, ja zrobiłem fotę… łodzi i replik granicyNastępnie pojechałem jeszcze asfaltem i pózniej pauza na przystankuTu
się przebrałem i założyłem krótkie łachy, stąd były odnogi do jeziora
Powidzkiego, ale nie wiadomo jaka nawierzchnia bo mogły być piachy,
mogłem zaryzykować a tak po przerwie ruszyłem jeszcze kawałek główną
drogą i po kilkuset metrach w lewoNo i po skręcie się zaczelo, asfalt fatalny! to już tymi lasami może byłoby lepiej jechać, jak widać na mapie były odnogiByłem
tu pierwszy raz i zapewne nie ostatni, więc trudno jechałem tak,
telepiąc się, tu na fotce jeszcze było w miarę, dalej było gorzeji jechałem jak na szpilkach żeby kapcia nie złapać, na szczęście udało się dojechać tak do Powidza a tutaj nie lepiejJak
śpiewał Kazik coście skurw…y {Drogowcy?} uczynili z moja Krainą…. ha
ha, dojechałem do Powidza, objechałem miasteczko i tu napisałem do
kolegi Marka, który już jechał w moim kierunku z Gniezna że jestem już w
Powidzu, mówiłem mu że czekam na początku miejscowości od strony
Witkowa jednak pózniej pojechałemnad
jezioro na plaże a tu istny raj, woda czyściutka, plaża ładna i
szeroka, normalnie cud!! Sami zobaczcie, po 20 minutach przyjechał MarekPrawda
że raj? Tu miałbym gdzie nocować jak by mnie wieczór zastał i jakbym
mieszkał blisko, lub trochę dalej to bym tu zajeżdżał często jak np
Witek do Wierzyc ha ha, co do chłopaków to przyjechali pół godziny
pózniejTu
my trochę pożartowali i pogaworzyli, naprawdę super chłopaki z takimi
mógłbym śmigać, po nasiadówce ruszyliśmy w kierunku na Witkowo, po
ścieżce na razie wzdłuż jeziora a pózniej już szosąTeraz
prowadzili koledzy bo wiedzieli gdzie, nie powiem tempo było fajne,
czasem za mocne, ale nie marudziłem, trochę tez zaczęło wiać, chyba
chłopaki specjalnie właczyli wiatr a to łobuzy! żeby nie było też
dawałem zmiany, w Witkowie zaczęły się czasami tory od wąskotorówek,
ale nie szły prosto tylko pod skosem, dobrze że było suchoNormalnie
masakra jakaś, kolega Piotr Rebe na Facebooku opowiadał że tu miał
wypadek i się poobdzierał trochu, tu z kolegami zwalnialiśmy, mineliśmy
Witkowo następnie dalej przez wioski bo nie jechaliśmy główną drogą na
Gniezno tylko przez lokalne pipidówki…. no chyba się koledzy nie obraża i
wiem że chcieli mnie wymęczyć ale ja rolnyk z Lubuskiego i siły miałem,
w tych wioskach raz jechaliśmy prosto, pózniej w lewo i prawo i dalej
wiało, jednak tempo ok powyżej 26km na godzine, niezle, a jechaliśmy na
Witkówko, Folwark, Trzuskołoń Nowa Wieś Niechanowska, Kędzierzyn,
mieliśmy tylko jedną pauze na sik stop a krajobraz jaki? pola i pola,
czasem kawałek lasku byłA
pauza była za miejscowością Szczytniki Duchowne, mogliśmy jechać dalej,
a były skróty do miasta np przez Osiniec to chłopaki pojechali troszku
inaczej, oczywiście nie gniewałem się, bo gdzie mi się spieszyło, pora
jeszcze w miarę w czesna , więc na spokojnie dojechaliśmy do miasta.
Tutaj
już inna jazda bo nie wiało tak, wiadomo teren zabudowany,
podjechaliśmy do centrum pod Katedre tu w miarę dłuższy postój, kilka
fotek poniżej, zrobiło ię też gorąco bo słonko dawało fest, a beton też
robił swoje.Po przerwie ruszyliśmy dalej najpierw Jurek był zawiezc jakąs kurtkę na swoje osiedle to my z nim, tu nawet Zółw byłGiezno
opuszczalismy droga 194 i pózniej wbiliśmy się na pas awaryjny, trochę
tu wiało też a w Pierzyskach staliśmy na przejezdziePo pauzie dalej jechalismy pasem awaryjnym wzdłuż Autostrady,sam
pewno też bym tak jechał lub przez Lednogórski Park , tu jakoś ciężko
mi się jechało, ale nie dawałem oznak kolegom dopiero na postoju na
obiedzie już było ok a obiad był gdzie? a w ulubionej miejscowości Witka
czyli w Wierzycach. Pyszny
był obiadek i piwerko, trochę tu posiedzielismy i następnie ruszyliśmy
dalej , przekroczyliśmy autostradę ale góra i byliśmy już koło
Pobiedzisk i szybko tam dotarliśmy tu wbiliśmy się na drogę 194 i w
kierunku Poznania już bo niedaleko było, następny postój i ostatni razem
mieliśmy w Kobylnicy na Cpnie, tu poszedłem do toalety a potem jeszcze
mi piwo kupili, no co za chłopaki, takich ze świecą szukać, jak to
czytacie to dzięki jeszcze raz za wspólną rajzę ten kawałek i za
obiadek, jesteście wielcy, chętnie wrócę w wasze rewiry.
Ruszyłem
juz na Poznań a chłopaki pojechali na Gruszczyn i chyba Czerniejewo, ja
po kilku chwilach dłuższych dojechałem do Poznania,bo się ciągneła ta
arteria jak flaki z olejem, a przy wjezdzie do miasta się pokrecilem po
okolic, tu napisałem do Kasi z Lubonia, też znaliśmy się z Facezbuka,
bardzo sympatyczna dziewczyna i mąż też super ale o tym pózniej, aha
napisałem że jestem w Poznaniu i czy znają miejsce gdzie można się
rozbić z namiotem a Kasia pisze ze można u nieji że nie trzeba namiotu
rozkładać.a
pózniej zajechałem na Malte, jednak nie samolotem a rowerem, nie
objechałem dookoła tylko do połowy, bo dalej mi się nie chciało jechaćNawróciłem z powrotem do głównej arterii i pojechałem w kierunku centrum koło wjazdu na Wartostradę tu też mała pauzaNie wjeżdżałem jednak na nią gdyż pojechałem na rynek, bo nie było daleko i po kilku chwilach byłem a tu ludzi byłoPokrecilem się tu trochę ale nie za dlugo, bo nie lubię tłumów, tylko przeszedłem przez Rynek i pojechałem dalej. Po
wyjechaniu z centrum posmigałem po okolicy, podobał mi się Poznań,
całego miasta nie zwiedzałem, bo już tu byłem, więc teraz tylko tak
wyrywkowo ha ha
Pojechałem koło muzeum Armii Poznań, fot nie robiłem i pózniej jeszcze
na chwilę do Żabki i nawrót koło Starego Miasta, ale nie wjeżdżałem tam
no i pózniej aleją Niepodległości w kierunku Targów Poznańskich i koło
Dworca Pkp głównego i ul Roosvelta, tu gdzieś mnie zaczepiały dziewczyny
żeby….skorzystać z samoobsługowej Żabki i że to na kartę a ja jej Pani
ja w Piotrusia już nie gram czy Wojne i pojechałem dalejpo kilku
chwilach skręciłem na most dworcowy i na Nowy Rynek a tu na ulicy
Wierzbięcice remont drogi tu zaszedłem do Biedronki, ale śmiesznej bo i
musiałem rower zaczepic o płot metalow przy ulicy, trochę się cykałem tu zostawiać rowe, na szczęście stał po wyjściu ze sklepu.Po
zakupach pojechałem tam prosto jak na fotce,musiałem prowadzić też bo
ludzie szli, na szczęscie to tylko chwila i już było oki, przejechałem
koło Rynku Wildeckiegi i wbiłem się na ulicę 28 Czerwca i tu prosto
przez Dębiec na Luboń, teraz wiem że mogłem też jechać koło Osiedla
Zielony Dębiec a jednak pojechałem tak, minąłem Osiedle Piastów Sląskich
i Obwodnice i tu mała pauza, patrzyłem ulicę na mapie gdzie mieszka
Kasia, fajną okolice tu mieliPo
pauzie jadę dalej, niepotrzebnie jechałem tym Wzgórzem Jana Pawła 2 bo
mogłem też jechać prosto, no ale chciałem zobaczyć co jest dalej i tak
pózniej skręciłem właściwie i ulicą Poniatowskiego, 11 Listopada i
Traugutta dojechałem do Kasi, która już czekała przy furtce. Fajnie tu
miała , fajny tarasik, powitali my się serdecznie i mogłem się
rozpłaszczyć, miło się rozmawiało, no a Kasia też usportowiona, jezdzi
rowerkiem, chodzi na kijki, na siłownię też , męża i córkę też zabiera i
super, posiedzieliśmy na tarasie, aha mieli sympatycznego psiaka, który
mnie też polubił bo ja uwielbiam zwierzaki, pózniej cos zjedliśmy np
pyszną pizze i inne frykasy, jeszcze raz dzięki Kasiu, było super,
niedaleko była baza Myśliwców, ale w tym dniu akurat nie latali, bo była
niedziela, do póznego wieczora posiedzieliśmy, pózniej mecz trochę się
obejrzalo bo leciały Mistrzostwa no i nyny i tak minął nie za długi bo
137km etap, nieco wietrzny, ale za to rundka z super znajomkami z
Gniezna no i miejscówka u Kasi. Fajno się
spało.
8 dzień wyprawy ostatni
niestety- Luboń- Zielona Góra
152km Wstałem…..pózniej, bo
gdzie mi się spieszyło i domownicy też spali a wstałem po 7 mej tym
razem, umyłem się i pózniej na tarasik posiedzieć , wszyscy też wstali
przed 8 i Kasia robiła śniadanko było pyszniaste Śniadanko było pyszne ŚOczywiście piesek mi towarzyszył podobnie jak było u Krzyśka w
Kampinosie tak i tu, a pogoda jaka? no słoneczko było, wprost rewelacja,
ja to mam fart, fajno się siedziało i rozmawiało i nie chciało się
wstawać, lekki wiaterek był, męża Kasi już nie było bo pojechał do pracy
wcześniej no a ja urlopik he he, spakowałem się po śniadanku na
spokojnie, podziękowałem też za gościnę i że mogłem przenocować i około
9.35 już byłem gotowy i ruszyłem, tak fajnie było że żal było ruszać,
pożegnałem się i Huziu Józiu jadęFajnie że nie musiałem tarabanić się przez centrum tylko byłem na wylocie już ,
Od razu jednak nie jechałem na zachód a ulicą Karola Buczka pojechałem
najpierw do ulicy Armii Poznań a następnie do Oazy spokoju czyli na
chwilę na jeziorko Kocie Doły, tu spokój i cisza i tylko Pani była z
pieskiem.Tutaj
długo nie jechałem bo zaczęła się piaszczysta droga i kamyki jakieś to
wolałem nie ryzykować i wróciłem do ulicy kawałek jeszczę ulicą Armii
Poznań i pózniej Poznańska tam wbiłem się na ścieżkę rowerowąFajnie
się tu jechało a w Łęczycy widziałem na mapie że jest jakiś mini
wodospad, kręciłem się tam, jednak dojechałem tylko do stawu a wodospad
nie był daleko wróciłem na ścieżkę rowerową przy drodze na PuszczykowoA
scieżka wyglądała tak jak poniżej, też zle się nią nie jechało,
rowerzystów też nie było, co było dziwne bo lato i okolica extra.Tak dojechałem do Puszczykowa tu fota przy PkpDalej pojechałem jakimś szajsowatym szlakiem z jeszcze gorsza nawierzchniaTu na fotce jeszcze w miarę,pózniej było gorzej, zrobiłem szybko rundkę i do miasteczka pojechałem a miateczko ładneZajechałem jeszcze do centrum, tzn mini centrum na zakupySuper
tu było, ładne budynki, robiło się aż za ciepło, musiałem się polać
wodą trochę, po przerwie jadę dalej, opuszczając Puszczykowo i robie
fotę przy tablicyBo
byłem w Wielkopolskim parku, mogłem jeszcze wbić gdzieś nad jeziorko,
bo było jedno, tylko że trzeba było dojechać tam szlakami a tak to
dojechałem sobie do Mosiny i tu pauza w parku, zrobiłem też fotę pomnika W
parku na ławce zjadłem sobie truskawki, ale nie od Krzyśka a od Kasi
też pyszne,tu myślałem któredy jechać dalej, bo były 2 opcje, po pauzie z
40 minutowej ruszyłem, nie jechałem na Czempiń a w kierunku na
Grodzisk, jechałem drogą 431, w Dymaczewie Starym był skręt na….Bolesławiec, ale wioskęChciałem
tamtędy pojechac, jednak bym wyjechał w ciemnej du…. dojechałem do
Dymaczewa Nowego, był blisko dlatego nie było co dymać dużo, widziałem
na mapie jezioro i jadę tam, były jakieś piachy, trochę ujechałem a tam
jakieś działki i babcie idą i mówią że tam koniec drogi, no faktycznie
był, bo też zle skręciłem a prosto był płot jakiś no to ja tył wzrot i
pojechałem dalej i zrobiłem pauze w Będlewie a tam był fajny dworekA w samym Będlewie była bliska Łódz….. tylko że też wioska iam też było jezioro, tam jednak nie zajeżdżałem.No
ciekawe co jeszcze mnie zaskoczy, ogólnie ruch tu był mały, za Bydlewem
przekroczyłem autostradę i dojechałem do wsi Wronczyn i tu pauza na
piwko bezalkoholowe na przystankuTo
piwko od Witka, posiedziałem tu troszkę, gorąco już było i ciężko było
ruszyć bo dopiero ruszyłem po 40- minutach, mus to mus, dojechałem do
wsi Modrze i tu też zastanawiałem się jak jechać, bo w sumie mogłem
skręcić w lewo i bym skrócił sobie drogę a tak to pojechałem w kierunku
na Granowo, podziwiając morze zbóżA
przy dojezdzie do drogi nr 32 był znak na Kąkolewo… a mój kolega z
Sowiej Woli tam gdzie nocowałem nazywa się Kąkol no i dlatego tędy
pojechałem żeby fote cyknąćW
sumie tam też mogłem skręcić bo niby tylko do Kąkolewa 1 i do Granówka
2km to jakoś bym przekulał się po kocich łbach czy piasku, ech
trudno….. napijmy się ha ha, jadę dalej, wjeżdżam na drogę 32 i tu
niespodzianka, pas awaryjny z lewej strony jak jechałem z kolegammi z
Gniezna, no to korzystamWiało
tu trochę, do miejscowości jednak było blisko, tu pauza 2 minuty i
skręcam w lewo na Konojady i tu mi się jakoś ociężale jechało, nie
jechałem dalej 32ką bo po co się męczyć z tirami itd, to by była katorga
w tym upale, może jakby było z wiatrem to bym pojechał tak, pojechałem
więc na wieś Konojad i w Granówku też był skrót na wioskę Kamieniec
przez Jaskółki i Karczewo, będe pamiętał następnym razem, ale nawet
stanąłem w tym Granówku bo było tu trochę zamotane z kierunkamiTa
czerwona linia to ja jechałem, jadę więc dalej w Kamieńcu byłem lekko
ujechany już, jednak ja twardy chłop to jadę dalej, dalsza droga bez
historii i dojechałem do Wielichowa tu czas na fotkęMiasto fajne, nie stawałem tu jednak na dłużej, za miastem nawet kawałek ścieżki byłoDobre
i to a za Wielichowem przed wsią Tarnowo nawet kawałek lasu było, no
proszę, stanąłem pod sklepem w tej wiosce na loda no i tu był ciekawy
drogowskaz
myślę sobie co to Ruskie zaraz ha ha. Niestety lub stety to był inny Terespol, bo tirów tu nie było, tylko pola. A lód całe 4zl normalnie rozbój w biały dzień, szybko go opyliłem choć było co....lizać Po przerwie jadę dalej i resztę drogi już znałem bo byłem już koło Wolsztyna i Starego Widzimia a za Kęłbłowem była fajna ścieżka asfaltowa
Ze Starego Widzimia już na Świętno pojechałem, przed wioską pauza na sikaniePo
pauzie jadę dalej i minąłem Świętno, szkoda że tu nie ma wjazdu na
ścieżkę Kolej na rower, byłoby extra a tak to musiałem jechać na
Sławocin, może nie było tu dużego ruchu, jednak monotonna ta droga,
dobrze że akurat tam już byłem w LubuskiemCieszyłem się bo dom już blisko, dotarłem szybko do Kolska i tu skręt w prawo, pózniej w lewo na upragnioną ścieżkęTu
przy wjezdzie spotkałem 2 znajomych z Przyborowa, jednego mam na fejsie
a drugi chyba się obraził nie wiem na co, trudno nie wnikam, nie chce
to nie, wtedy jeszcze normalnie gadalismy i na Yolo 11 listopada
również, ja tam do niego nic nie mam, ale pozdrawiam go z tego miejsca,
wracając do trasy, to długo nie gadaliśmy i ruszyłem dalej, super tu
się jechało i było fajne bo było osłonięte od wiatru, kilka km a pózniej
były lasy, wiadomo to moje Lubuskie, aha po drodze spotkałem kobietę
nie do zdarcia czyli Bogusię ze Szprotawy, nie obrażając jej to Demon
kilometrowy, bo potrafiła 3 razy pod rząd w tygodniu zrobić po 1000 coś
kilosów! a to już klasa Światowa, no i to jej flagowa trasa niemal
codzienna, na stravie pewnie ma Local Legend tu na ścieżce, jak ma chęci
to niech śmiga, nie jednego młodziaka zawstydza.Tak
mi się fajnie jechało że dopiero stanąłem koło mostu na Odrze na
miejscu piknikowym, fota robiona wcześniej gdyż na wyprawie tu nie
robiłem i to fota poglądowaa sam most wygląda tak ja poniżej czyli mega fajnota
fotka też nie jest z tej wyprawy, bo tu akurat nie robiłem wtedy foty a
jeszcze 4 lata temu ten most to był ruina, rower przenosiłem na
ramieniu, bo były dechy same i betonowe płyty czasami a jak było
deszczowo to albo się jechało na Nowa Śol lub przez Przewóz na przeprawę
promową a teraz to elegancko, następna przerwa w Otyniu przy Dino, tu
się nawodniłem porządnie bo od Świętna jechałem bez wody, taki miałem
spust do picia, po zakupach już prosto do domu przez Niedoradz i Racule,
przed Racula jeszcze mała prosta i hopek i przed Zieloną Góra hopki
chyba na wykończenie mnie to było i wreszcie około 18tej dotarłem pod
blok, w domu kąpiel i mogłem się rozpakowaćGdyby
nie te pykanie w rowerze to pewnie jeszcze bym przedłużył wyprawę a tak
finito, cały i zdrowy dotarłem, podsumowując etapy to wyszło tyle co na
fotceTak
pechowej wyprawy co do flaków to jeszcze nie miałem, następnym razem
kupie lepsze oponki, z tego miejsca dziękuje za ugoszczenie i chłopakom
za fajny trip Gnieznieńsko- okoliczny, a z tymi co się nie spotkałem
to…. jeszcze będzie okazja a w Tuszynie to był po prostu
pech. Pozdrawiam wszystkich czytających i do usłyszenia!
Komentarze
Prześlij komentarz